Konsument i dealer
Sytuacja
Dorosły człowiek, wiedząc dokładnie, co kupuje, nabywa rekreacyjny narkotyk od dealera. Spożywa go i ponosi konsekwencje zdrowotne — od ciężkiej nocy po trwałe uzależnienie. Nie krzywdzi nikogo innego przez swoje używanie. Państwo klasyfikuje transakcję jako przestępstwo i ściga obie strony.
Odczyty naiwne
Dwie typowe pierwsze reakcje. Obie są reakcjami, jeszcze nie analizą.
- Dealer wyrządził realną krzywdę — sprzedał produkt, który zrujnował komuś zdrowie. Powinien być ścigany.
- Konsument wiedział, co kupuje. To jedyna osoba odpowiedzialna za to, co stanie się dalej.
Analiza w ramach
- Czym była transakcja? Dealer zaoferował produkt. Konsument znał jego charakter, jego ryzyka i jego cenę. Obaj się zgodzili. Pieniądze popłynęły w jedną stronę; produkt w drugą. To wymiana.
- Czy użyto siły? Nie. Konsument nie był zmuszany. Bez przymusu, bez oszustwa co do natury produktu, bez fraudu. Po prostu transakcja między dwoma dorosłymi podmiotami, którzy się zgodzili.
- Czy dealer przekroczył jakąkolwiek granicę, nad którą konsument panuje? Konsument otworzył drzwi, zapłacił, wziął produkt do własnego ciała własnym działaniem. Dealer nie przekroczył niczego bez zgody.
- Czy nastąpiła szkoda? Tak — wobec własnego ciała konsumenta, z jego własnego wyboru, jego własną substancją, jego własnym spożyciem. Skutek sam sobie zadany jest realny. Ale nie jest tym, co ramy nazywają krzywdą.
- Słownik definiuje krzywdę jako niechcianą szkodę dla podmiotu, jego ciała, własności lub wolności. Słowo „niechciana” robi tu robotę. Szkoda wybrana przez ten sam podmiot, który ją ponosi, nie jest niechciana w sensie ram — podmiot jest źródłem zarówno wyboru, jak i konsekwencji.
- Kim więc jest ofiarą? W ścisłym sensie słownika: nikim. Konsument jest podmiotem, który wybrał, i podmiotem, który ucierpiał. Nie może być jednocześnie sprawcą i ofiarą własnego wolnego działania. Dealer zaoferował; konsument wybrał. Nie ma trzeciej strony, którą skrzywdzono bez zgody.
- A ściganie przez państwo? Państwo nazywa konsumenta „przestępcą” za krzywdzenie samego siebie, a dealera „przestępcą” za pomaganie mu w tym. Reguła ram jest ostrzejsza: gdzie nie ma ofiary, nie ma przestępstwa. Ściganie bez ofiary to państwo wymyślające przestępstwo przez twierdzenie, a nie znajdujące je w rzeczywistości.
- Czy to znaczy, że rola dealera jest godna podziwu, a skutki narkotyku nieistotne? Nie. Ramy nie mówią „dobry pomysł”. Mówią „brak przestępstwa”. Konsument, który krzywdzi sam siebie, może potrzebować pomocy; dealer, który sprzedaje niebezpieczne produkty, może nie znaleźć obrońców. Ale brak ofiary nie jest brakiem problemu — jest brakiem podstaw, by państwo działało siłą.
Werdykt
Wymiana między dwoma zgadzającymi się dorosłymi, bez trzeciej strony skrzywdzonej, nie tworzy ofiary. Konsekwencje sam sobie zadane są realne, ale nie są krzywdą w sensie ram. Ściganie przez państwo wymyśla ofiarę tam, gdzie jej nie ma, i używa siły wobec ludzi, którzy nie przekroczyli żadnej granicy. Skutek: samo państwo staje się podmiotem tworzącym jedyne ofiary w sytuacji — konsumenta i dealera, których zamyka.
Sprawdź się
Ten sam konsument, ten sam dealer, ten sam narkotyk — ale tym razem dealer potajemnie podstawia tańszy związek o zupełnie innym działaniu. Konsument, wierząc, że bierze oryginalną substancję w znanej dawce, ponosi poważną krzywdę.
Czy sytuacja zmieniła się w sensie ram?