Satanizm
Jestem satanistą, bo…
Prawo Ostateczne się zgadza. Słownik definiuje władzę jako „podmiot lub grupę roszczącą sobie prawo do mówienia innym, co mają robić” i stwierdza wprost, że władza „nie ma siły moralnej, chyba że pochodzi z dobrowolnej zgody wszystkich.” Nie jesteś zobowiązany słuchać nikogo. Ale — i tu jest część, którą LaVey pominął — nikt nie jest zobowiązany słuchać ciebie. Odrzucenie zewnętrznej władzy jest spójne wyłącznie w połączeniu z uznaniem, że inni ją też odrzucają. To jest wzajemność. Bez niej twoja filozofia to nie „bez panów” — to „ja jestem panem.”
Interes własny jest uczciwy. Zgadzamy się. Słownik definiuje bodźce jako naturalne nagrody i kary kierujące działaniem, a kapitalizm jako system wyłaniający się z dobrowolnej wymiany. Interes własny jest silnikiem. Ale silnik bez podwozia to bomba, nie samochód. Podwoziem jest wzajemność: ty realizujesz swoje interesy, inni swoje, a granicą między wami jest zgoda. Interes własny plus zgoda równa się handel. Interes własny minus zgoda równa się drapieżnictwo. LaVey gloryfikował silnik i zapomniał o podwoziu.
Większość tego, co uchodzi za moralność, jest dokładnie tym. Religijne poczucie winy, społeczny wstyd, kary prawne za czyny bez ofiar — to wszystko narzędzia kontroli i masz rację, odrzucając je. Ale jest jedna zasada moralna, która nie jest narzędziem kontroli: nie czyń innym tego, czego oni by sobie nie życzyli. Nie została przekazana przez żadną władzę. Wynika z samej logiki. Jeśli twierdzisz, że masz prawo nie być krzywdzonym, musisz — pod groźbą sprzeczności — przyznać to samo prawo innym. To nie jest moralność jako posłuszeństwo. To moralność jako konsekwencja.
„Czyń, co chcesz” to pół zdania. Dokończ je: „...i zaakceptuj, że każdy inny robi to samo.” Jeśli ty czynisz, co chcesz, a ktoś silniejszy czyni, co chce, wobec ciebie, nie masz podstaw do skargi. Zniosłeś zasadę, która by cię chroniła. Prawdziwa wolność to nie brak wszelkich ograniczeń. To obecność jednego ograniczenia, które czyni wszystko inne możliwym: inni nie mogą cię krzywdzić bez twojej zgody, a ty nie możesz krzywdzić ich. Usuń to, a wolność staje się przywilejem najsilniejszego — dopóki ktoś silniejszy się nie pojawi.
Nie powinni. Prawo Ostateczne nikogo nie hamuje. Nie ma redystrybucji, wymuszonej równości, pułapu osiągnięć. Możesz budować, zarabiać i zachować wszystko, co tworzysz. Jedyne ograniczenie to: nie możesz brać tego, na co inni nie wyrazili zgody. To nie słabość. To warunek, pod którym silni pozostają wolni. Bez niego każda silna osoba musi stale bronić się przed każdą inną silną osobą, a siła staje się więzieniem permanentnej czujności. Wzajemność pozwala silnym odpocząć.
Kiedy religia żąda posłuszeństwa bez uzasadnienia, karze wątpienie i rości sobie władzę, której nie można podważyć — masz rację, nazywając ją niewolą. Prawo Ostateczne nie wymaga wiary, kultu ani poddania. Wymaga jedynie logiki i wzajemności. Możesz zweryfikować każde twierdzenie, podważyć każdą definicję i odrzucić cokolwiek, co jest sprzeczne z rozumem. Jeśli satanizm jest odrzuceniem nieuzasadnionej władzy, to Prawo Ostateczne jest tam, dokąd to odrzucenie prowadzi, gdy doprowadzisz je do logicznej konkluzji — nie do „żadnych zasad”, lecz do „tylko zasady, które wynikają z logiki.”
Droga Powrotna
Odrzucasz władzę narzucaną z góry. Prawo Ostateczne też. Chcesz suwerenności nad samym sobą. Prawo Ostateczne też. Jedyną rzeczą, której ci brakuje, jest jedno ograniczenie, które czyni twoją suwerenność możliwą: wzajemność. Bez niej twoja wolność to po prostu moc — i ktoś silniejszy zawsze się znajdzie.
Zasada, którą już znasz
Nie rób innym tego, czego nie chcieliby, by im robiono.
Każda tradycja na wewnętrznej orbicie zgadza się co do tego. Możesz do nich dołączyć.