Komunizm
Jestem komunistą, bo…
My też. Skopiowanie artykułu naukowego nikomu go nie zabiera. To działa, bo wiedza jest nirzadka — dzielenie się nią tworzy wartość bez tworzenia ofiar. Ale to nie jest komunizm. To natura informacji. Royal Society opublikowało pierwsze czasopismo naukowe w 1665 roku. Otwarta nauka wyprzedza Marksa o dwa stulecia. Nie potrzebujesz dziewiętnastowiecznej etykietki politycznej, żeby uzasadnić to, na co rzeczywistość już pozwala. To, co praktykujesz, to wolność, nie redystrybucja.
Wspólna własność idei działa, bo idee można kopiować bez strat. Wspólna własność rzadkich rzeczy — ziemi, chleba, pracy, samochodów — wymaga kogoś, kto zdecyduje, kto dostaje co, kiedy i ile. Tym kimś jest państwo. A państwo egzekwuje swoje decyzje siłą. W momencie, gdy stosujesz „wspólną własność” do rzeczy, których nie można skopiować, potrzebujesz przymusu. Za każdym razem. To nie jest wada implementacji — to logiczna konsekwencja ignorowania niedoboru.
Ktoś, kto posiada flotę luksusowych aut i jeździ tylko jednym, może być rozrzutny. Ale auto stojące w garażu wciąż nie może być w dwóch miejscach naraz. Zużywa się, zajmuje miejsce i kosztowało realne zasoby w produkcji. „Niedostatecznie wykorzystywany” to nie to samo co „nirzadki.” Plik PDF można kopiować w nieskończoność — Lamborghini skopiować się nie da. Właściciel może być głupi, ale zabranie mu własności bez zgody tworzy ofiarę. Marnotrawstwo rozwiązuje się lepszymi pomysłami i lepszym handlem, nie siłą.
Zgadza się — monarchowie zabili miliony, imperia zniewolały kontynenty i każda koncentracja władzy nad rzadkimi zasobami produkowała ofiary. Ale kapitalizm to dobrowolna wymiana. Nie ma armii, tajnej policji, gułagów. Gdy ludzie umierają pod kapitalizmem, dzieje się to wbrew systemowi, nie z jego powodu. Gdy ludzie umierają pod komunizmem, dzieje się to dlatego, że teoria wymaga kontroli państwa nad całą rzadką produkcją — a ludzie, którzy odmawiają posłuszeństwa, muszą być zmuszeni. Więcej scentralizowanej kontroli, więcej ofiar. To nie propaganda. To arytmetyka.
Ludzie teoretyzowali o lataniu od starożytności, ale osiągnęli to dopiero niedawno. Uczciwa analogia? Nie. Latanie wymagało rozwiązania problemu inżynieryjnego w ramach fizyki. Komunizm wymaga obejścia trzech właściwości rzeczywistości: ludzie działają we własnym interesie (bodźce), zasoby są skończone (niedobór) i żaden centralny planista nie wie tego, co wiedzą miliony jednostek (wiedza zdecentralizowana). Można iterować projekty skrzydeł. Nie można iterować ludzkiej natury. Każda próba eskalowała do przymusu dokładnie w momencie, gdy ludzie odmawiali dobrowolnego podporządkowania się — bo ten moment zawsze nadchodzi.
R.J. Rummel spędził karierę na Uniwersytecie Hawajskim, indywidualnie katalogując zgony spowodowane przez rządy. Jego liczba 262 milionów to nie slogan — to baza danych. Związek Radziecki: 62 miliony. ChRL: 35 milionów. Niemcy hitlerowskie: 21 milionów. Kambodża: 2 miliony. Każdy wpis ma źródło, weryfikację krzyżową, recenzję. Możesz nie zgadzać się z metodologią. Nie możesz odrzucić tego jako „propagandy”, nie konfrontując się z danymi. Pytanie nie brzmi, czy liczba jest dokładnie trafna. Pytanie brzmi: dlaczego każda implementacja w ogóle produkuje jakąś liczbę?
Tak, „komunizm” Mertona (wiedza należy do społeczności naukowej) i komunizm Marksa (rzadkie zasoby należą do państwa) oba używają słów „wspólna własność.” Ale wspólna własność rzeczy nirzadkich nie wymaga siły. Wspólna własność rzeczy rzadkich wymaga zawsze. Jedno słowo ukrywające dwa zupełnie różne mechanizmy to nie szerokość — to zamieszanie. I to zamieszanie nie jest przypadkowe. Pozwala skrwawionej połowie chować się za piękną połową. Twoja praca zasługuje na słowo, które nie dźwiga 110 milionów trupów jako bagażu.
Przestępca, krzywdząc kogoś bez zgody, swoim działaniem pokazał, że akceptuje stosowanie tego samego schematu wobec siebie. Złota Zasada to wzajemność: jeśli przekraczasz czyjąś granicę, twoja staje się przekraczalna w zamian. Nie potrzebujesz zgody przestępcy, by przywrócić ofierze to, co jej się należy — potrzebujesz mandatu ofiary. To jest definicja sprawiedliwości. Kara śmierci to oddzielne pytanie (proporcjonalność kary), nie obalenie zasady.
Nierówność wyników to nie to samo co niesprawiedliwość. Dwoje ludzi podejmujących różne decyzje, mających różne umiejętności lub pracujących różną liczbę godzin skończy z różnymi wynikami. To nie jest naruszenie — to arytmetyka. Niesprawiedliwość wymaga ofiary: kogoś skrzywdzonego bez zgody. Chirurg zarabiający więcej niż woźny nie skrzywdził woźnego. Miliarder, który zbudował coś, za co miliony ludzi dobrowolnie zapłaciły, nie okradł nikogo. Jeśli niczyja granica nie została przekroczona, nie ma ofiary. Jeśli nie ma ofiary, nie ma przestępstwa. Odczucie, że różnica jest „niesprawiedliwa”, to nie to samo co czyjaś krzywda. Mylenie tych dwóch rzeczy to sposób, w jaki przymus zostaje uzasadniony przeciw niewinnym.
Pracownik zgadza się na wynagrodzenie. Pracodawca zgadza się je płacić. Obie strony wyrażają zgodę. Jeśli którakolwiek strona jest zmuszona, to jest przymus i to jest złe — zgadzamy się co do tego. Ale kiedy obie strony wybierają dobrowolnie, zysk nie jest kradzieżą. To sygnał, że pracodawca stworzył więcej wartości niż kosztowały nakłady. Bez zysku nie ma sygnału, czego społeczeństwo potrzebuje więcej. Bez tego sygnału ktoś musi decydować centralnie — a tym kimś jest państwo, zgadujące, z twoimi zasobami, i egzekwujące swoje domysły siłą. „Wartość dodatkowa” Marksa zakłada, że pracownik ma prawo do całego produktu, ignorując ryzyko, narzędzia, koordynację i pomysł. Usuń którykolwiek z tych elementów i nie ma żadnego produktu.
To jest błąd gry zerowej: przekonanie, że zysk jednej osoby musi być stratą innej. Gdyby to była prawda, łączne bogactwo nigdy by nie rosło — a rosło, spektakularnie, przez stulecia. Kiedy dwoje ludzi handluje dobrowolnie, oboje zyskują wartość według własnej miary. Dlatego handlują. Piekarz, który sprzedaje chleb, jest bogatszy; kupujący, który go zjada, jest nakarmiony. Żaden nie okradł drugiego. Niektórzy bogaci ludzie kradli — przez oszustwo, przez kontrakty rządowe, przez przymus. To są przestępstwa z ofiarami i powinny być karane. Ale „bogaty” nie jest synonimem „złodzieja.” Traktowanie tego jako jedno karze tworzenie i nagradza zawiść.
Dania, Szwecja i Norwegia nie są socjalistyczne. To gospodarki rynkowe z wysokimi podatkami i hojną opieką społeczną. Środki produkcji są własnością prywatną. Handel jest wolny. Prawa własności są silne. W Indeksie Wolności Gospodarczej Heritage Foundation kraje nordyckie konsekwentnie zajmują miejsce wśród najwolniejszych na świecie. Premier Danii wprost poprawił Berniego Sandersa: „Dania jest daleka od socjalistycznej gospodarki planowej. Dania jest gospodarką rynkową.” Kraje nordyckie dowodzą, że kapitalizm generuje dość bogactwa, by finansować rozległe usługi publiczne — nie że socjalizm działa. Silnikiem jest wolny handel. Wydatki to decyzja polityczna. Mylenie tych dwóch to sposób, w jaki słowo „socjalizm” wciąż pożycza wiarygodność od wyników kapitalizmu.
Lojalność wobec etykietki to nie to samo co lojalność wobec zasady. Jeśli twoją zasadą jest „wiedza powinna być wolna”, ta zasada wyprzedza Marksa o tysiąclecia. Każdy naukowiec, który kiedykolwiek opublikował, każda biblioteka, która kiedykolwiek otworzyła drzwi, każdy nauczyciel, który kiedykolwiek dzielił się wiedzą — żaden z nich nie potrzebował sierpa i młota. Etykietka nie stworzyła zasady. Zasada przeżyje etykietkę. Trzymanie się słowa, które dźwiga 110 milionów trupów, bo opisuje także coś pięknego, to nie lojalność. To pozwalanie martwym pożyczać reputację żywych. Twoja praca jest większa niż symbol. Symbol jest mniejszy niż twoja praca.
Droga Powrotna
Już udowodniłeś, że dobrowolne dzielenie się działa. Nikogo nie zmusiłeś do pobrania artykułu. Nie skonfiskowałeś niczyich badań. Skopiowałeś to, co można było skopiować bez strat. To nie jest komunizm. To jest wolność. I zasługuje na własne słowo.
Zasada, którą już znasz
Nie rób innym tego, czego nie chcieliby, by im robiono.
Każda tradycja na wewnętrznej orbicie zgadza się co do tego. Możesz do nich dołączyć.